czwartek, 15 sierpnia 2013

Bogini Miłości

 Z okazji przekroczenia tysiąca wejść dodaję fragment książki jaki naskrobałam.:)
Oby do drugiego tysiąca;*

PROLOG:
W czasach starożytnej Grecji uznawana była za symbol miłości, piękna, pożądania, płodności… Według powstałych mitów nie posiadała rodziców, wyłoniła się z piany morskiej w pobliżu Cypru. I ta oto wyspa stała się miejscem kultu tej pięknej Bogini. Jej wiernymi towarzyszkami życia były Charyty. Mniej lub bardziej znane jako Trzy Gracje - Eufrosyne, Aglaja i Talia. Wielu naukowców badało pochodzenie Afrodyty, i nie tylko jej, ale po latach badań istnienia Olimpu i jego mieszkańców zaczęło tracić na wiarygodności. Niektórzy zapaleńcy jeszcze przez pewien czas próbowali udowodnić, że bogowie istnieli, lecz w końcu zrezygnowali. Jednak prawda była inna, i to bardzo. Nie dość, że oni naprawdę istnieli. To niemal idealnie manipulowali i zwodzili archeologów którzy bardzo długo szukali dowodów. Jak już ktoś był blisko udowodnienia swoich racji, znikał w tajemniczych okolicznościach. Zawsze było jakieś wytłumaczenie, a to słabe serce, a to problemy z ciśnieniem. Za każdym razem wyglądało to na przypadek. Bogowie przez wieki dbali by o ich istnieniu nikt się nie dowiedział.
Afrodyta należała do tych chowających się w cieniu, nie wychylała się. Nie obnosiła się ze swoją boskością. Może dlatego, że była bękartem Zeusa. O tym fakcie wiedział tylko sam bóg bogów i bogini miłości. Ojciec wstydził się jej, wręcz brzydził. Wiedział, że jeśli reszta bogów poznałaby prawdę straciłby autorytet. Zatem od dzieciństwa młoda bogini wychowywała się w samotności. Przyjaciółkami były jej kwiaty, z którymi rozmawiała często. Jednak, miewała momenty, gdy czuła się samotna w świecie pełnym ludzi. Na początku bogowie byli zdziwieni jej pojawieniem się. Natomiast, sam wielki Zeus pomyślał o wszystkim. Rozpuścił plotkę o jej narodzinach i braku rodziców. Tak oto trafiła pod opiekę jednej z Nimf. Wraz z upływem lat wyrastała na piękną, zgrabną długowłosą blondynkę o błękitnych oczach. Spekulowano, kim mogła być jej matka. Podejrzewano, że może być to jedna z syren, gdyż to woda wydała ją na świat. Jednak Zeus uciszył ich i kazał dać dziewczynie spokój. Mimo upływu czasu uważana była za dziwoląga, należała do typu romantyczki. Jednak nigdy się nie zakochała. Każdy chłopak lub mężczyzna, który próbował się do nie zbliżyć, został niemal natychmiast odsuwany przez swoich rodziców. A oni nie mieli sił sprzeciwiać się swoim rodzicom. Wiedziała, że jest skazana na wieczną samotność ponieważ spoufalanie się ze śmiertelnikiem było kategorycznie zabronione. Dziewczyna przez całe życie chodziła swoimi ścieżkami, aż w końcu nabrała tyle odwagi, by nie bać się powiedzieć komuś prawdy prosto w twarz. Dzięki temu udało jej się stworzyć imperium mody.






1. Początek
Był bardzo zimny poranek. Maggie ubierała się w pośpiechu, klnąc pod nosem, że się spóźni. Nie cierpiała tego. Mimo że była właścicielką bardzo dobrze prosperującej agencji modelek, to nie cierpiała się spóźniać. Uwielbiała swoją pracę. Często podróżowała i jej to nie przeszkadzało. Wiele jej dziewcząt, wraz z upływem czasu, zakładało własne rodziny i odchodziło. Za każdym razem, gdy tylko o tym myślała, czuła znajome ukłucie w sercu. Tak samo było teraz.
– Dość! - skarciła się w duchu. - Nie masz czasu na błahostki. Cała firma spoczywa na twoich barkach. Ogarnij się! - W głębi duszy wiedziała, że tak nie jest. Miała sporo ludzi, którzy byli na każde jej skinienie.
W biegu złapała dietetyczny batonik i zarzuciła na siebie ciepły płaszcz w kolorze łososiowym, na szyję zakładając szal . Gdy tylko wyszła na dwór, owiał ją zimny wiatr. Zadrżała i szybko wsiadła do limuzyny, która czekała na nią przed domem. Kierowca zamknął drzwi, zajął swoje miejsce i bez słowa ruszył w kierunku agencji. Po chwili ciszy usłyszała miły głos Szkota:
- Jak się spało, panienko?
- Bardzo dobrze, dziękuję. - Uśmiechnęła się. Uwielbiała sposób, w jaki zwracał się do niej szofer. Mimo że nie było to średniowiecze, to brakowało jej tej dworskiej etykiety i dobrych manier. Mężczyzna za zniewagę damy był często wyzywany na pojedynek. A teraz? Szkoda słów.
Westchnęła. Mężczyzna nie wyścieła zabłoconego chodnika swoim nowym garniturem tylko po to, aby kobieta nie ubrudziła sobie butów. Ideałów nie ma, niestety. Nawet wśród bogów ciężko o ciekawego osobnika. Zatem szukać go wśród śmiertelników, to jak szukać wiatru w polu albo igły w stogu siania.
Nagle poczuła gwałtowne szarpnięcie i pisk opon. Mało brakowało, a wylądowałaby tuż obok kierowcy.
– Dzięki ci, Zeusie. - Położyła rękę na czole i głęboko odetchnęła . - Co się stało?
Marcus odwrócił głowę i po chwili ciszy powiedział:
– Na wielki Olimp i władzę Zeusa, ten wariat drogowy, Thomas Jenkins. Gwiazda wyścigów od siedmiu boleści. Przez takich, jak on właśnie, jest tyle wypadków. Za moich czasów powieszono by go lub spalono. Psia krew…
Nagle zobaczyła go, idącego w ich stronę - boskiego i przystojnego pirata drogowego. Zatem tak wygląda bożyszcze nastolatek i ich matek. Równie dobrze mógłby spocząć wśród innych bogów na Olimpie i nie zauważono by różnicy. Przyglądała mu się uważnie zza przyciemnianych szyb. Wysoki, dobrze zbudowany… i te mięśnie. Lekko zmierzwione włosy dodawały mu większego uroku. Powędrowała wzrokiem na jego twarz, gdzie zobaczyła zawadiacki uśmiech, ten błysk w oku oraz kilkudniowy zarost, który bardzo do niego pasował. Jej oczy mimowolnie spojrzały niżej. Ujrzała boskie nogi - umięśnione, ale bez przesady. Ciekawe, jakby wyglądał w kilcie?
Nagłe usłyszała wołanie.
- Panienko… panienko… Maggie… Afrodyto! – Zaskoczona podniosła wzrok. Widząc uśmiech na twarzy kierowcy, była niemal pewna, że to ostatnie powiedziała na głos, co doskonale słyszał.
Zaczerwieniła się cała. Ten, widząc co się dzieje na jej twarzy, uśmiechnął się jeszcze bardziej, pokazując rząd śnieżnobiałych zębów. Spojrzała na niego, udając, że nic się nie stało.
– Pan Thomas chce panienkę przeprosić za swoje zachowanie i możliwość narażenia pani zdrowia.
Szybko spojrzała w okno i zobaczyła go.
Odwróciła się i odpowiedziała:
– Nic się nie stało. Niech następnym razem uważa, bo naprawdę komuś zrobi krzywdę. Przeprosiny natomiast przyjmuję.
Szofer podniósł jedną brew i znowu się uśmiechnął. Jednak bez słowa przekazał to, co powiedziała. – Pan Thomas chce panienkę przeprosić osobiście. Dziś wieczorem, w restauracji Donato. – Wyraźnie rozbawiony tą sytuacją, czekał na jej odpowiedź. – Przekaż mu, że nie mam czasu. Pożegnaj się i jedziemy do agencji.
Marco zrobił to i po chwili odjechali. Obejrzała się na Thomasa jeszcze raz. Wyglądał na wyraźnie zaskoczonego tym, że kobieta mu odmówiła. Jednak po chwili zniknął jej z pola widzenia, gdyż otoczyły go fanki, jak jakaś szarańcza. Odwróciła się i zamknęła oczy. Jednak, mimo ciemności, widziała boskiego Thomasa.
Jak tylko podjechali pod agencję szybko wysiadła z samochodu nie czekając na szofera. Wbiegła do środka niemal tratując jedną z modelek która weszła jej w drogę.
- Co się ze mną dzieje? - pomyślała. - Mam sporo szczęścia, że nikt nie czyta mi w myślach. Większa część mieszkańców Olimpu nie posiadała tego wyjątkowego daru. Osoby, które go miały, były uważane za wrogów Olimpu chcących zniszczyć Zeusa. Gdy tylko weszła do swojego gabinetu, poprosiła o mocną kawę. Nie musiała na nią długo czekać. Pijąc ją zastanawiała się, czy pojawienie się Thomasa w jej życiu było przypadkowe, czy to kolejna próba złamania ją przez Zeusa. Już nie raz była kuszona obietnicą szczęśliwej miłości u boku zwykłego śmiertelnika. Z biegiem czasu doszła do wniosku, że nigdy się nie zakocha i musi walczyć z tym uczuciem. Ponieważ, gdy tylko jej serce zaczynało trochę szybciej bić na widok jakiegokolwiek mężczyzny, łagodnie mówiąc, zakochiwała się bez pamięci i przestawała logicznie myśleć.

2 komentarze:

  1. Ej, to jest bardzo dobre :) Pisz dalej, bo mnie zaintrygowałaś :)

    OdpowiedzUsuń