poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Io przegrywa właśnie tym, że oddaje władzę w ręce graczy. Czyli recenzja "5 sekund do Io".

Autor: Małgorzata Warda
Tytuł: 5 sekund do Io
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30 marca 2015
Kategoria: fantastyka, SF


Tym razem na moim blogu zawita kolejna polska autorka, czyli Małgorzata Warda, która jest pisarką, malarką i rzeźbiarką. Ponadto absolwentką Akademii Sztuk Pięknych oraz laureatką kilku konkursów literackich. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki, stwierdziłam, że muszę ją mieć. Dzięki uprzejmości wydawnictwa mój regał z książkami wzbogacił się o kolejną zacną pozycję. Przyznam szczerze, że twórczość Pani Małgorzaty kojarzy mi się głównie z powieściami obyczajowymi, których ostatnio mam przesyt. Dlatego historia Miki bardzo mi się spodobała, chociaż przyznam, iż słowo spodobała to stanowczo za mało.

Mika jako mała dziewczynka dość szybko traci mamę, a nieco później również ojca. Wraz z siostrą trafia do domu dziecka z nadzieją, że nigdy nie zostaną z siostrą rozdzielone. Jednak życie pisze zupełnie inny scenariusz. Podczas pobytu w domu dziecka poznaje Bartka, który wprowadza ją w tajniki gier komputerowych. Kilka lat później w szkole Miki dochodzi do tragicznej w skutkach strzelaniny. Tylko ona widziała sprawcę. Okazuje się, że dramat w liceum mógł mieć coś wspólnego z kontrowersyjną i tajemniczą grą, stworzoną w najnowszej technologii, gdzie gracz odczuwa nie tylko temperaturę otoczenia, zapachy i smaki, ale też ból. Może tam nawet przeżyć własną śmierć. Na prośbę policji Mika wkracza w wirtualny świat stworzony na upalnym, wulkanicznym księżycu Io. Czy i ona wpadnie w pułapkę piekielnie niebezpiecznej gry?

(...) Io przegrywa właśnie tym, że oddaje władzę w ręce graczy(...)”

5 sekund do Io to niesamowita i fascynująca pozycja, która wciąga czytelnika od pierwszych stron jak dobra gra komputerowa i do tego jest o wiele zdrowsza i można powiedzieć, że z morałem. Mimo że nie jestem fanką gier komputerowym, to dzięki fantastycznej i oryginalnej okładce, którą stworzyła Ula Pągowska oraz nieziemskiemu opisowi książki, zdecydowałam się wejść w świat Worka a Dream, i tego nie żałuję. Książka zawiera w sobie wszystko co najważniejsze i do tego odpowiednio uporządkowane. W każdym rozdziale oznaczone są czas i miejsce akcji, dzięki czemu ani razu się nie zgubiłam podczas lektury. Każda retrospekcja miała w sobie coś istotnego do aktualnie dziejącej się akcji albo na Io albo poza grą. Autorka wręcz perfekcyjnie buduje napięcie, aż do ostatnich jej stron. Zwraca uwagę na problem, jakim jest dość częste teraz uzależnienie od komputera, szczególnie od gier komputerowych. Język, jakim posługuje się autorka, jest prosty, czytelny i zrozumiały, nawet dla laika wśród gier. Potencjalnie niepozorna gra komputerowa, która zaczyna wymykać się spod kontroli, gdy logują się do niej niepoczytalne osoby, aby móc nękać oraz katować innych graczy dla czystej przyjemności.

(...) „Jak wiele razy można przeżyć na Io własną śmierć?”-myślę. Ile czasu potrzebuje umysł, żeby poradzić sobie w realnym świecie z przekazem, że stało się coś złego?( ...)”

Jednak to nic w porównaniu z tym, że jeden z byłych graczy zaczyna odwzorowywać swoje życie na Io w świecie realnym i napada na jedną z warszawskich szkół i otwiera ogień do uczniów. Kiedyś miałam okazję oglądać film „Słoń”, który był fabularyzowaną wersją ostatnich godzin życia ofiar i sprawców strzelaniny w amerykańskiego liceum w Columbine. Tak że ta tematyka nie jest mi do końca obca, lecz nigdy nie wyobrażałam sobie takiego zdarzenia w polskich realiach. Autorce udało się to odtworzyć i nakreślić problem. Książka to nie tylko opis gry i jej wpływu na młodych ludzi, ale również relacje w rodzinie, między rówieśnikami oraz problemy typowe dla młodzieży. Według mnie książka nie posiada ani jednej wady, jest wręcz perfekcyjna. Podejmując się lektury, bałam się, że coś mi się nie spodoba ze względu na świat gier, jednak tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, sama nabrałam ochoty, aby wejść chociaż na chwilę do niesamowitego świata Worka a Dream.

Podsumowując, 5 sekund do Io polecam zarówno osobom, którym świat gier nie jest obcy, jak i
czytelnikom, którzy lubią oryginalne i niebanalne historie. Ponadto książkę mogliby przeczytać rodzice dzieci, które lubią grać w gry, w końcu wszystko ma swoje granice. Zważywszy, że nie jestem zbytnią fanką SF, nie mogę porównywać książki, a raczej fabuły gry na Io do innych z tego gatunku. Jednak mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jeśli powstanie kontynuacja (a na to się zanosi), na pewno przeczytam.



Io – trzeci co do wielkości księżyc Jowisza, z grupy księżyców galileuszowych i czwarty co do wielkości satelita w Układzie Słonecznym. Charakteryzuje się niezwykle silną aktywnością wulkaniczną. (źródło Wikipedia)

5 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że książka jest tak niebanalna. Czeka na mojej półce i nie mogę się doczekać chwili na lekturę! Czytając tytuł Twojej recenzji na moment zamarło mi serce, na szczęście tylko użyłaś cytatu.
    A sam temat, dla mnie jako rodzica, jest bardzo istotny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka tematycznie nie leży w moich gustach. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, lubię takie oryginalne książki. A nazwisko autorki mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja także twórczość pani Małgorzaty kojarzę głównie z powieściami obyczajowymi, dlatego jestem lekko zaskoczona powyższą pozycją z gatunku SF. Niemniej jednak spasuję, bowiem obecnie mam inne plany czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że nasi autorzy też piszą świetne fantasy. Sięgnę z ciekawości, czy mnie też tak porwie :)

    OdpowiedzUsuń